The Journey – Droga do wewnętrznego pokoju

The Journey
droga do wewnętrznego pokoju

Zapisuję te słowa będąc przy boku mojej chorej, prawie 83 letniej matki, która 3 tygodnie spędziła w szpitalu z powodu zagrażającego jej życiu zapalenia płuc. Obecnie mama czuje się lepiej i znajduje się w domu opieki, jednak nie wyzdrowiała jeszcze zupełnie.

Gdybym nie odnalazła w sobie głębokiego pokoju, nie mam pojęcia jak poradziłabym sobie w tym trudnym okresie. Było ciężko, ponieważ był to czas ciągłych zmian, jednego dnia wyglądało na to, że mama wraca do zdrowia, później znów były obawy, że nie przeżyje nadchodzącej nocy. Dla umysłu taka niepewność jest nie do zniesienia, ponieważ on chciałby się na coś nastawić, chciałby ustalić jakiś kierunek, najlepiej gdyby przyszłość była znana, aby móc kontrolować życie. Oczywiście taki sposób działania w rzeczywistości nie ma szans na powodzenie. Mimo wszystko umysł nieustannie próbuje osiągnąć swój cel i w ten sposób kreuje cierpienie.

W szpitalu obserwowałam prawdziwe dramaty. Przy łóżku obok rodzina innej chorej nie potrafiła sobie poradzić z niepewnością tego co będzie, uciekali przed własnym bólem, oczywiście życzyli swojej matce wszystkiego co najlepsze. Matka i rodzina cierpiała równie mocno, ich zmagania można porównać do walki z wiatrakami.

Natomiast przy łóżku mojej chorej mamy panował zupełny spokój. Oczywiście nie mogę powiedzieć, że było by mi to obojętne, gdyby mama odeszła. Jednak muszę przyznać, że gdyby do tego doszło to zupełnie bym się z tym pogodziła i przyjęła w spokoju. Jestem pewna tego, że mój spokój wpływał na mamę. Dzięki temu mogła skupić się na sobie, zamiast zamartwiać się jeszcze o mnie. Uważam, że jeśli ktoś przygotowuje się do „odejścia”, nie chce być przed tym powstrzymywany i czuć się jakby jego ostatnia podróż była ciężarem dla ludzi, których kocha. Dlatego jestem bardzo wdzięczna za to, że mogę odłączyć się od mamy jeszcze za jej życia. Jestem wdzięczna za czas, który mogłyśmy spędzić razem. Chwile pełne bliskości, połączenia, zaufania i miłości.

Wewnętrzny pokój odnalazłam dzięki The Journey. Journey znaczy podróż, a ta bardzo mocna metoda samopomocy jest faktycznie podróżą. Jest to podróż prowadząca przez wiele różnych warstw naszych uczuć do jądra naszego istnienia. Po drodze napotykamy nie tylko wyparte i zduszone lęki, ale również stłamszoną siłę, której nie odważyliśmy się wykorzystać w życiu. Napotykamy nie tylko rany naszego wewnętrznego dziecka, ale również jego niepohamowaną radość życia. Po drodze mamy kontakt z wewnętrznym, bardzo mocnym poczuciem pokoju i miłością, która umożliwia wybaczanie na najgłębszym poziomie.

W trakcie Podróży po prostu otwieramy się na nasze uczucia i przyjmujemy to co pojawi się jako pierwsze. Może to być złość, wtedy pozwalamy złości aby w pełni się wyzwoliła. To z początku może być dla nas nowe doznanie, gdyż nauczyliśmy się trzymać z dala od siebie nieprzyjemnie uczucia. Jednak właśnie tam gdzie je odsuwamy, tam są one odczuwane i tam nas ranią. Jeśli jednak przyjmiemy je na poziomie serca, stwierdzimy, że zupełnie nie są bolesne, że w środku naszego serca podobnie jak w centrum trąby powietrznej, panuje zupełny spokój.

Z tego spokoju wyłania się inne, leżące głębiej uczucie, potem następne będące jeszcze głębiej. Taka „podróż” prowadzi nas nie tylko do warstw, które ukryte są przed naszą świadomością, wchodzimy jeszcze głębiej – do jądra naszego ja. Doświadczenie siebie w czystej formie istnienia jest przeżyciem nie do opisania. Najpierw konfrontujemy się z własną osobą, znikają nasze własne wyobrażenia o nas, powstaje przestrzeń na świadomość, że jesteśmy miłością i pokojem. Jest to coś wspaniałego, co każdy powinien przeżyć!

Doświadczając tej nowej świadomości rozpoczynamy drogę powrotną i widzimy wszystkie dawniej zduszone uczucia innymi oczami, co umożliwia ich uzdrowienie. Wszystkie bolesne doświadczenia są dosłownie usuwane wraz z korzeniami, tak jakby wcześniej nie istniały. Są jakby wymazywane.

Mimo tak głębokiego działania The Journey, każdy gdy tylko raz nauczy się stosować tę metodę samodzielnie może z łatwością ją praktykować. Ludzie pracują w parach, rodzice pomagają swym dzieciom. Wiele osób organizuje wieczorne spotkania, w trakcie których wymienia się procesami, inni przechodzą Podróż wspomagając się płytami CD The Journey. Ta metoda daje nam narzędzia samopomocy, z których możemy korzystać przez całe życie. Pewnie właśnie dlatego rozpowszechnia się na całym świecie jak dobroczynny wirus. W ubiegłym roku kilka prywatnych kas chorych w Holandii zaakceptowało The Journey jako alternatywną metodę leczenia. Pierwsza książka Brandon Bays „The Journey„ została przetłumaczona na 20 języków. W tym roku seminaria The Journey odbędą się w 31 krajach na całym świecie. W 2008 roku w ramach charytatywnego projektu „The Journey – Outreach” w Afryce Południowej pomoc otrzymało 11.600 dzieci. Ponad 600 osób przeszło szkolenie na Trenerów The Journey. Te dane mówią same za siebie.

Na początku doświadczałam wewnętrznego pokoju tylko w trakcie moich „Podróży”. Jednak im częściej miało to miejsce, tym bardziej stawało się to stałym elementem mojego codziennego życia. Teraz mam pokój w sobie niezależnie od tego, co dzieje się dookoła mnie, obojętnie jakie niepokoje i zawieruchy mają miejsce. Doświadczam subtelnego prowadzenia. Obawy przed przyszłością, zazdrość, potrzeba bycia uznaną przestają mieć znaczenie podobnie jak depresje, czy strach przed utratą czegoś.

Gdy stale będziemy doświadczać wewnętrznego pokoju, nic nie będzie w stanie nas wystraszyć, żaden kryzys gospodarczy, ani poczucie niepewności, ani ewentualna śmierć ukochanej osoby. Nasz wewnętrzny pokój nie będzie naruszony przez te rzeczy!

Anke Schmitz